Trener, mistrz, guru — różnie go nazywają. Najczęściej jednak: trener Staliński. Bierze pod swoje skrzydła młodych mężczyzn. Wyciąga ich z biedy, patologii i beznadziei, obiecując, że zrobi z nich „prawdziwych mężczyzn”. Jego podpopieczni nie wiedzą jednak, że z jednego piekła trafiają do drugiego, znacznie gorszego…

Od tej chwili każdy pomysł, każda samodzielna myśl ma zostać zduszona.

Staliński odbiera im dokumenty, a wraz z nimi w pewnym sensie także tożsamość. Każdy dostaje nowe imię, przygotowane przez trenera. Mechanizm ten, połączony z nagminnym brakiem snu, niedożywieniem i zmęczeniem do złudzenia przypomina działanie sekty.

Życie chłopaków kręci się wokół emocjonalnie niestabilnego mistrza. Muszą bezwzględnie wykonywać jego rozkazy. Być na każde skinienie. Pracować, jeść, ćwiczyć i spać tylko wtedy, gdy on im na to pozwoli.

Wydaje się, że są już w pułapce bez wyjścia, ale Tomasz Kozioł podbija stawkę: każdy z chłopaków zostaje zamieszany w morderstwo, a potem zmuszony do pozbycia się zwłok. Od tej chwili to wydarzenie staje się ich koszmarem – czymś, co będzie ich prześladować już zawsze.

Mimo wszystko Staliński nie jest typowym czarnym charakterem.

Postać trenera jest genialnie skonstruowana. On także o coś walczy. Ma duszę i trudną przeszłość. Na swój sposób próbuje traktować czterech chłopaków jak synów, stara się być dla nich ojcem lepszym, niż był jego własny. I — co najbardziej niepokojące — częściowo mu się to udaje. Mimo że jest potworem, wciąż jest lepszy od ojca, którego sam miał.

Czterech chłopców, jedna klatka…

Andrzej. Robert. Stefan. Max.

Z jednej strony są zlepieni w jedną masę, a z drugiej każdy z nich jest wyraźnie odrębny i charakterystyczny.

Książka doskonale pokazuje, jak łatwo można wpłynąć na młody, zagubiony umysł. Jak można go ukształtować według własnego uznania, manipulując poczuciem winy i wdzięcznością za to, że ktoś „uratował” ci życie.

Gdy Andrzej nawiązuje relację z Piotrem, który traktuje go dobrze, pokazuje mu ćwiczenia, daje mu telefon, chłopak kompletnie nie wie, jak na to zareagować. Nie umie przyjąć normalnej życzliwości. Nie wie nawet, co powiedzieć.

Pod względem psychologicznym wszystko jest tu dopracowane do granic absurdu i właśnie dlatego tak bardzo prawdopodobne.

Czujemy, że za chwilę wszystko eksploduje

  • Detale budują napięcie w sposób mistrzowski. Jest ono gęste, duszne. Zimna woda, która nagle robi się ciepła. Normalna rzecz… ale w połączeniu z mnichami, gwiazdami śmierci na ścianach i ukrytym pentagramem na suficie w miejscu, gdzie śpią chłopcy, nawet takie drobiazgi sprawiają, że po plecach przebiegają ciarki.
  • Czas staje się elementem gry, cichym prześladowcą. Raz pędzi, raz się rozciąga. Dni i noce zlewają się w jedno. Tempo narracji idealnie to oddaje: czujemy się uwięzieni razem z bohaterami.
  • W tle trwa obsesyjny trening — lęk, że mięśnie kurczą się, gdy tylko na chwilę przestaniesz ćwiczyć. Strach przed fizycznym przekształceniem.
  • Kozioł pisze tak sugestywnie, że sama zaczęłam zerkać na swoje ręce i nogi: czy nadal je mam? Czy są takie same, czy nie zmieniają się od samego czytania tej książki?

Historia o toksycznej męskości

Wszystko w tej powieści jest parabolą.

Podnoszenie ciężarów — wciąż i wciąż — staje się metaforą dźwigania grzechów własnych i cudzych. Czy ci młodzi mężczyźni naprawdę na to zasłużyli? Trener wmawia im, że tylko w ten sposób mogą się „uszlachetnić”.

Kurczące się mięśnie = kurczące się szanse na przejęcie kontroli nad własnym życiem.

Bohaterowie są jak marionetki, a ja wręcz z matczyną czułością kibicowałam im, by wreszcie odcięli sznurki i uwolnili się od Stalińskiego, który sam potrzebował specjalistycznej pomocy.

To także opowieść o presji męskości: byciu większym, silniejszym, skuteczniejszym. O konieczności spełnienia wzorca. Bo mężczyzna „musi” coś osiągnąć — zbudować imperium, mieć pieniądze, status i szacunek. Inaczej, według tej narracji, nie jest wcale mężczyzną.

Książka, którą powinna przeczytać każda kobieta

Poruszane w tej książce tematy są niezwykle ważne i potrzebne. „Martwy ciąg” dał mi nową perspektywę. I być może zabrzmi to przewrotnie, ale uważam, że to książka, po którą powinna sięgnąć każda kobieta!

Bo pokazuje to, o czym mężczyźni nam nie mówią — co ich boli, uwiera i niszczy od środka. I właśnie ten ukryty punkt widzenia jest w „Martwym ciągu” najcenniejszy. Bez tej historii nigdy byśmy go nie zobaczyły.

Categories:

Dodaj komentarz